Wpisany przez Aneta Wielgosz czwartek, 02 grudnia 2010 17:01
Mądrość jednej ze starych cywilizacji mówi, że szczęśliwym jest ten człowiek, któremu przyszło żyć w ciekawych czasach. No i chyba nikt nie zaprzeczy, że właśnie w takich ciekawych czasach żyjemy. Ale to nie mądrość starych cywilizacji, to chińskie przekleństwo – tak przekonują inni badacze historii.Wybory samorządowe 2010 to już historia. Jako ten, który także poddał się weryfikacji społecznej, dziękuję tym, którzy postawili znaczek przy moim nazwisku. Już po wyborach (niezależnie od ich wyniku) chciałbym zająć się tematem samej idei samorządów.
Reforma samorządowa przedstawiana jest otóż jako jedno z największych osiągnięć III RP, a dokładnie rządu Mazowieckiego. W myśl zasady „Mogliśmy zepsuć wszystko, ale to się nam
udało”, z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić: „Nie, niestety i to schrzaniliście”.
Sam zamysł był oczywiście szlachetny, cel, jaki postawili sobie budowniczowie demokracji III RP – konieczny, bowiem decentralizacja władzy powinna być jednym z podstawowych elementów demokratycznego państwa. Teraz właśnie widać, jak partie polityczne cieszą się z wyników lub szacują niedosyt osiągniętego w głosowaniach rezultatu. W mediach wodzowie i ich pretorianie polityczni prześcigają się w komentowaniu pozycji osiągniętej przez ugrupowania. Tymczasem trzeba jasno powiedzieć, że polityka i partie polityczne wpakowały się z brudnymi buciorami do idei samorządności. Rozpychają się łokciami w czasie kampanii wyborczej, licytują wartość własnych programów, grzebiąc sens demokratycznych reguł. Nie można przecież ukrywać, że na te właśnie wybory samorządowe, a konkretnie na propagandę, partie wydały potężne pieniądze.
Potężne i to nasze, bo chyba tylko nieświadomi nie wiedzą, że partie mające swoich reprezentantów w sejmie dostają dofinansowanie z budżetu państwa.
Moim skromnym zdaniem, społeczeństwo w wyborach samorządowych powinno wybierać ludzi, którym ufa i których zna z własnego otoczenia. Jednak brudne reguły gry wprowadzone do ordynacji wyborczych spowodowały, że reklamuje się ludzi-partie. Oni nie mają własnych twarzy i programów, oni są kreowani wielkimi pieniędzmi po to, aby służyć politykom. Popularne określenie „kiełbasa wyborcza” jest bardzo trafne i dotyczy działań na najniższym szczeblu. Im wyżej, tym stawka bardziej rośnie. Na szczeblach województw, prezydentów miast i sejmików wyborcze gierki oraz polityczne puzzle to już wyborcze bankiety, gdzie stawka jest bardzo wysoka. To, że ludzie nie szukają partii, tylko osobowości, potwierdza wynik wyborczy burmistrza mojego miasta – Sanoka.
Mieszanie w głowach wyborców opanowały bardzo dokładnie media centralne. Wyborca przytłoczony medialnym, wyborczym szlamem przestaje myśleć. Uruchamia pokłady podświadomości, gdzie drzemią obrazki z kampanii wyborczej i hasła sprzedawane przez kandydatów. Lecz teraz nadchodzi właśnie szara rzeczywistość kraju, gdzie mamy aż 473 obowiązujące przywileje – gigantyczny dług publiczny, który się ukrywa. Mam nadzieję, że
szczególnie młodzi, pewni siebie, partyjni samorządowcy, co to tak ochoczo walczą o stołki i władzę, pokażą i udowodnią nam, jak potrafią wyprowadzić ten nasz ubogi region na prostą. Pokolenie nazywane przez was „leśnymi dziadkami”, które mówiło przed wyborami, że mamy już bardzo trudne czasy i czas wyhamować z festiwalem obietnic i hurraoptymizmem, będzie właśnie waszym recenzentem przez te całe cztery lata.
Przypomnę, że trzy lata temu pan przewodniczący PO Donald Tusk obiecał drugą Irlandię i powrót naszych młodych emigrantów do Polski. I co? Ano nic – widać teraz dokładnie, jak te powroty wyglądają. A kto powrócił, mówi, że nic się w tym kraju nie zmieniło i nadal jest totalny bajzel, wszechogarniająca biurokracja i durne przepisy prawne. Tak, tak, szanowni młodzi politycy z partii rządzącej. Mam w swojej bliskiej rodzinie takich, którzy powrócili z emigracji z Irlandii, i dokładnie wiem, o czym piszę. Zamiast przez trzy lata porządkować przepisy prawne i upraszczać procedury, by gospodarka kraju zaczęła normalnie funkcjonować, trwa kacza wojna. Ale według mediów centralnych i tzw. badaczy opinii społecznej nie jest aż tak źle. No chyba że najbardziej zadowoloną grupą społeczną są politycy i właśnie ci badacze opinii społecznej, którzy na tych swoich „kosmicznych” badaniach zarabiają solidną kasę! Ale jeśli do jednego wora wsadzimy pobory prezesa banku i młodego pracownika np. Autosanu, to po podzieleniu przez dwa wychodzi super.
Kazimierz Olender
| « poprzednia | następna » |
|---|
ARTYKUŁ SPONSOROWANY
Kolektory słoneczne – duży komfort, ogromne oszczędności. Przyszła wiosna, czas aby pomyśleć o tym, co moglibyśmy zmienić w naszych domach. Może w tym roku warto zainwestować w coś, co szybko nam się zwróci a jednocześnie znacząco podwyższy standard naszego codziennego życia? Więcej przeczytasz tutaj.

Nowe mieszkania w centrum Zagórza! W Zagórzu na swoich właścicieli czeka osiem nowoczesnych, przestronnych i komfortowych mieszkań. Znajdują się one w idealnej okolicy, w samym centrum miasta. Więcej przeczytasz tutaj.














