Wpisany przez Martyna Sokołowska piątek, 29 lipca 2011 06:04
Z przyjemnością odkryłem niedawno, że niektóre książki reprezentujące w światowej literaturze grupę tzw. powieści antyutopijnych – dawniej zakazanych w PRL-u – zostały oficjalnie u nas wznowione. Dzięki temu wreszcie można uzupełnić półkę posiadanymi na własność tytułami, które wcześniej czytało się w wersji podziemnej lub emigracyjnej.Pamiętam, jak w czasach studenckich z duszą na ramieniu przewoziłem w bagażu przez granicę francuski przekład (polskiego nie zdobyłem!) „Roku 1984” George’a Orwella. Świat opisany przez brytyjskiego pisarza okazywał się wówczas nie taki całkiem fantastyczny…
Ale choć Orwell najbardziej kojarzy się z antyutopią, przecież nie on jeden sporządził przejmujący opis społeczności niebezpiecznie „doskonałej”. Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, to pewnie na początku tej XX-wiecznej serii trzeba byłoby wyróżnić Herberta George’a Wellsa. Przy czym nie myślę tu o powieści „Ludzie jak bogowie”, bo ona mimo wszystko należy jeszcze ideowo do nurtu utopijnego. Ale już „Wojna światów” sugestywnie dowodzi, że rozwój technologiczny nie gwarantuje świetlanej przyszłości. Jeszcze bardziej przejmuje wizja zmierzchu cywilizacji Ziemian w innej, niewielkiej rozmiarami książce tegoż autora – „Wehikuł czasu”.
Równolegle do Wellsa pisał w Rosji Jewgienij Zamiatin. Jego powieść zatytułowana „My” jest uważana oficjalnie przez historyków za pierwszą antyutopię. I potem już poszło. Każda następna dekada wydała przynajmniej jeden ważny w skali światowej tytuł.
Lata 30. to rzecz jasna „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya,. Tytuł brzmi ironicznie w obliczu rzeczywistości opisanej przez tego angielskiego pisarza mieszkającego w Stanach Zjednoczonych. Państwo jako obóz pracy, podział społeczeństwa na kasty dokonany w wyniku selekcji prenatalnej, pogrążenie się w doraźnych przyjemnościach, farmakologia jako lek na całe zło obywatela… Już w momencie powstania taka powieść, naszpikowana dodatkowo wymownymi nazwiskami, nie mogła oczywiście podobać się ani w Niemczech, ani w ZSRR.
Kolejna dekada to najgłośniejszy tytuł – wspomniany już „Rok 1984” Orwella; twórca tak naprawdę „poprawił” tylko swoje notowania po napisanym parę lat wcześniej „Folwarku zwierzęcym”. I wspomnijmy jeszcze o tekście napisanym w kolejnym dziesięcioleciu – dokładnie w roku śmierci Stalina – a potem sfilmowanym przez François Trufffaut: to „451° Fahrenheita” Ray Bradbury’ego. Choć ekranizacja francuskiego reżysera trąci dziś myszką, to sama książka wciąż trzyma się dobrze.
Mnie szczególnie przejmuje w niej – jak i wielu innych jej podobnych – powracający obraz palonych książek. Tak się jakoś bowiem składa, że im bardziej totalitarny ustrój, tym usilniej redukowano dozwolone do czytania pisma. Do krańcowego stanu doprowadza to właśnie w swojej powieści Bradbury: tu wszystkie książki są po prostu zabronione; sam fakt ich posiadania uważany jest za najcięższe przestępstwo.
I to jeszcze jeden z powodów, dla których warto – i trzeba – czytać: literatura wyraźnie przeciwstawia się barbarzyństwu.
Tomasz Chomiszczak
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
| « poprzednia | następna » |
|---|
ARTYKUŁ SPONSOROWANY
Kolektory słoneczne – duży komfort, ogromne oszczędności. Przyszła wiosna, czas aby pomyśleć o tym, co moglibyśmy zmienić w naszych domach. Może w tym roku warto zainwestować w coś, co szybko nam się zwróci a jednocześnie znacząco podwyższy standard naszego codziennego życia? Więcej przeczytasz tutaj.

Nowe mieszkania w centrum Zagórza! W Zagórzu na swoich właścicieli czeka osiem nowoczesnych, przestronnych i komfortowych mieszkań. Znajdują się one w idealnej okolicy, w samym centrum miasta. Więcej przeczytasz tutaj.














