Śledź nas:

Dołącz do użytkowników iSanok.pl - Załóż konto   |   Zaloguj się
Redakcja  |  20.06.2017  |  5

"Ameryka, czyli jak budować przyszłość"

Fot. archiwum prywatne

- Pobyt w USA dobitnie uświadomił mi, jak bardzo się różnimy. Skąd sukcesy, legendy o amerykańskim śnie i pragnieniu wyjazdów do USA - mówi Sebastian Niżnik, radny powiatu sanockiego, główny specjalista ds pozyskania i rozliczania funduszy zewnętrznych Urzędu Gminy z Sanoku, który na zaproszenie Departamentu Stanu USA odwiedził Stany Zjednoczone i mógł z bliska przyjrzeć się różnicom i podobieństwom polskich i amerykańskich miast. Zapraszamy do lektury relacji z wizyty.

Prestiżowy program w ramach, którego poznawaliśmy zasady funkcjonowania administracji Stanów Zjednoczonych, samorządu, instytucji kultury i organizacji pozarządowych nosi nazwę International Visitor Leadership. Finansowany jest w całości przez rząd Stanów Zjednoczonych. Odwiedziliśmy w sumie 5 miast dużych, średnich i małych. Rozpoczęliśmy od Waszyngtonu poprzez Annapolis, Kalamazoo, Hamtramck, a zakończyliśmy najdłuższym pobytem w Detroit. Odbyliśmy 25 różnych tematycznie spotkań. Wyjazd był dla mnie dużym wyróżnieniem, a zarazem ogromną inspiracją.

Pobyt w USA dobitnie uświadomił mi jak bardzo się różnimy. Skąd sukcesy, legendy o amerykańskim śnie i pragnieniu wyjazdów do USA. Pierwsza rzecz, którą można zauważyć to dbałość o warunki i komfort pracy. Biura i sale konferencyjne wyposażone w bardzo wygodne fotele, krzesła, stoły czy biurka. Stała temperatura oscylująca w okolicy 21 stopni Celsjusza. Świadomość, że dla efektu potrzebny jest komfort pracy. Przekłada się to również na samopoczucie i dobrą atmosferę. Niby szczegół, ale bardzo istotny.

Różnice mające istotny wpływ na rozwój samorządów.

W wielu miejscowościach USA transport publiczny nie istnieje. Chodnik przy amerykańskiej ulicy nie jest czymś oczywistym, nie mówiąc już o drogach rowerowych.

Amerykańskie samorządy mają wiele problemów, wyzwań, trudnych sytuacji, którym muszą podołać. Mam wrażenie, że zdecydowanie lepiej sobie z nimi radzą niż my w Polsce. Przede wszystkim to upraszczają sobie życie, drogę, rozwiązania, podejście. Po pierwsze to pozytywne nastawienie. Systemowe zrozumienie problemu. Od ogółu do szczegółu. Poznanie przyczyn by móc skutecznie znaleźć rozwiązanie. Widać w działaniach zrozumienie dla faktu, że na jakimś etapie pojawiający się problem, jeżeli nie dotknął mnie już bezpośrednio, może dotknąć w przyszłości. Dlatego szukając najlepszych rozwiązań stawiają na kompetencje. Nie ma przypadku. Takie podejście skraca proces. Stawianie na profesjonalizm, kompetencje, doświadczenie, zaangażowanie, wykształcenie przynosi lepsze i szybsze efekty. Dochodzi do tego transparentność i poszanowanie prawa oraz wolności jednostki.   

Oczywiście w Ameryce jest również wiele przykładów korupcji, nepotyzmu, łamania prawa. Kara, w przeciwieństwie do Polski, w Ameryce jest nieuchronna i nieunikniona. Osoba łamiąca prawo, dopuszczająca się korupcji czy matactwa zdecydowanie znika z życia publicznego. Poniżej opiszę sytuację burmistrza z Detroit. Dostaje wyrok i idzie siedzieć. W Polsce natomiast panuje przekonanie, że "nie ważne jak piszą oby tylko nazwiska nie przekręcili". To smutne porównanie. 

Miasta amerykańskie mają różniące się między sobą systemy samorządowe. Większość jednak dostosowuje rozsądnie system rządzenia miastem do własnych potrzeb. W blisko 40 tysięcznym Annapolis w radzie zasiada 9 radnych, w 80 tysięcznym Kalamazoo 7 radnych. W obu przypadkach burmistrz jest także radnym, prowadzącym obrady. Głosowania w radach są imienne. Łatwo więc sprawdzić jakie radny ma rzeczywiste zdanie na dany temat. Panuje też zmienny system wyborów w radzie. Burmistrz wybierany jest co 4 lata, podobnie jak radni. Aby zachować ciągłość władzy połowę rady wybiera się w odstępie dwóch lat od kolejnej połowy. W ten sposób unikają zagrożenia spowodowanego pojawieniem się zupełnie nowych osób w radzie. Miasto jest najważniejsze. Poprzez glosowania imienne radnych eliminuje się tworzenie jakiś „spółdzielni” czy ślepych koalicji, głosujących bezrefleksyjnie wszystko co im narzuca partia czy osoby dominujące. W Polsce odpowiedzialność w radach miast, powiatów czy sejmiku wojewódzkim jest zdecydowanie rozmyta.

Samorządy w USA na szeroką skalę do komunikacji z mieszkańcami wykorzystują media społecznościowe. Nie boją się wykorzystywać nowoczesnych technologii w swojej działalności.

W urzędach nie ma ludzi pracujących na stanowiskach bez potrzebnych i wymaganych kwalifikacji. Istotne znaczenie ma również doświadczenie. Bardzo rzadko spotyka się zatrudnianie z przypadku i po znajomości. Mozolnie trzeba wspinać się po szczeblach kariery. Dlatego tak popularne są staże, praca społeczna czy wolontariat na poziomie szkół średnich czy studiów. Oczywiście osoby zdolne i pracowite szybciej osiągają cele od innych.

Zarządzający strukturami samorządów miast to city managerowie (odpowiednik sekretarza w Polsce). Osoba chcąca ubiegać się o to stanowisko musi spełniać określone wymogi składając swoją aplikację. Bezdyskusyjnie ma znać zasady zarządzania i wykazać to certyfikatem lub dyplomem studiów. Odbywa się też tzw. publiczne przesłuchanie. Wówczas pytania zadają burmistrz i radni miejscy, od których wybór zależy. Ważny głos mają także pracownicy urzędu. Najlepsza osoba otrzymuje czasowy kontrakt na 4-5 lat, który na podobnych zasadach może być odnowiony.

Kultura może współdziałać z biznesem

Odkrywcze było dla mnie łączenie kompetencji agencji rozwoju regionalnego z zadaniami domu kultury w jeden organizm. Dzięki takiemu zabiegowi w Kalamazoo istnieje organizacja miejska odpowiedzialna za ożywianie przestrzeni publicznych. Uaktywnianie lokali i planowanie gdzie powinny powstać galerie, pracownie sztuki, miejsca edukacji, sklepy, restauracje, targi, bazary, festiwale, biura i firmy. Rozwiązanie kompleksowe i skuteczne. Ład i siła sztuki w poprawie życia w mieście może być olbrzymia.

Prowadzenie miejskich inwestycji to ciężki kawałek chleba. Z jednej strony wciąż brakuje środków, a z drugiej wyzwaniem jest sam sposób realizacji. Jak to zwykle bywa w dziedzinie zarządzania Ameryka jest miejscem, gdzie rodzi się sporo pomysłów. Dokładnie 14 grudnia 2016 r. prezydent Barack Obama podpisał ustawę Program Management Improvement and Accountability Act of 2015, co oznacza, że od tej pory agencje wykonawcze federalnego rządu Stanów Zjednoczonych muszą zgodnie z prawem stosować standardy zarządzania projektami i programami. Została dostrzeżona bezsprzeczna wartość usystematyzowanego i ustandaryzowanego podejścia do zarządzania projektami i przedsięwzięciami. Przykład poszedł z góry. W Ameryce w nieszablonowy sposób podchodzą nie tylko do zarządzania, ale i do zdobywania środków finansowych. Istotne jest jak przeprowadzać inwestycje i miejskie innowacje by osiągnąć sukces. Amerykanie przekonują, że partnerstwo publiczno-prywatne to konieczność w czasach, kiedy miasta są po uszy zadłużone. Zalet takiego rozwiązania podają bardzo wiele. Najważniejszym jest biznesowe podejście do realizacji inwestycji.

Detroit – wyzwania stawiane przez przyszłość.

Bankructwa miast nie są w USA rzadkością - od 2010 r. takie wnioski złożyło 8 miast. W 2009 r. na krawędzi bankructwa stanęła nawet Kalifornia, która pod rządami Arnolda Schwarzeneggera zanotowała deficyt w wysokości 41 mld dol. Nigdy jednak nie bankrutowało tak duże miasto jak Detroit. 

Po kilku latach dziś można stwierdzić, że Detroit jest modelowym przykładem wychodzenia z kryzysu. Po 2008 roku branża motoryzacyjna leżała, a bezrobocie sięgnęło szczytów. W kasie ratusza zabrakło pieniędzy. Miasto ogłosiło bankructwo. Strukturyzowanie inwestycji nie daje gwarancji, że będzie to przedsięwzięcie udane, a już tym bardziej, że zasłuży na miano innowacyjnego. Potrzebne było całkiem inne podejście. Stąd pomysł na wprowadzenie do miasta kultury strat-upowej. Idea opiera się na tworzeniu zalążka szerszych działań, które w przyszłości będą kształtować miasto. Chodzi o to, co we wszystkich inkubatorach: wydobyć jak najwięcej innowacyjności ze społeczeństwa. Model prowadzenia przedsięwzięcia jest prosty. Startujemy z inicjatywą o niewielkiej skali, testujemy ją w realnym życiu, uczymy się na błędach i jesteśmy gotowi na wprowadzenie niezbędnych zmian. Proste, a zarazem skuteczne. W ten sposób na próbę można tworzyć parki, drogi rowerowe czy wszelkie uliczne udoskonalenia. Najważniejsze, aby nad tym w nieskończoność nie debatować i zastanawiać się, co będzie najlepsze, ale przejść do działania.

Kłopoty miasta wzięły się z dwóch rzeczy. Po pierwsze z nierozsądnej polityki finansowej i ciągłego zadłużania się. Kwame Kilpatrick były burmistrz Detroit, został skazany na 28 lat więzienia. Był burmistrzem w latach 2002-2008. Zarzucono mu m.in. korupcję, szantaże i omijanie podatków. Kilpatrick nie jest głównym odpowiedzialnym za historyczne bankructwo miasta, które jest efektem wieloletniego działania sił społecznych i ekonomicznych. Jednak jego skorumpowana administracja zaostrzyła kryzys.

Wysokie podatki, które mało kto płacił. Wysokie wydatki emerytalne miasta. Kryzys branży motoryzacyjnej. Starzenie się społeczeństwa. Emigracja. Masowo i nieodpowiedzialnie zwiększano wydatki publiczne. Rosnące zadłużenie miasta wynikające z kilkunastoletniej stagnacji gospodarczej. Włodarze miasta nic z tym problemem realnego nie robili. Kilka straconych dekad. W Detroit nie zaszło żadne jednorazowe wydarzenie, które można by wskazać jako wyraźną przyczynę wielkiego kryzysu. Jest to raczej wieloletni proces degeneracji miasta, które jeszcze 60 lat temu szczyciło się najwyższym przeciętnym dochodem w przeliczeniu na gospodarstwo domowe. W czasach świetności Detroit liczba mieszkańców wynosiła ponad 2 mln. Dziś zostało zaledwie ok. 600 tys. Na skutek masowej ucieczki białej ludności Detroit zamieniło się w czarne getto.

Detroit podniosło się z popiołów, wychodząc z bankructwa w grudniu 2014 roku. Metropolia zmierza obecnie w kierunku drugiej złotej ery.

Czego mogą nas nauczyć doświadczenia Detroit?

Większość miast popadających w finansowe tarapaty powtarza scenariusz zbliżony do Detroit.

Detroit przyszłości raczej nie będzie wypełnione klasą kreatywną mieszkającą w szklanych drapaczach chmur, które nie emitują dwutlenku węgla. Przyszłością mogą okazać się za to innowacje, przemysł i rolnictwo. Miejskie uprawy uchodzą za największą nadzieję dla miasta. Początkiem były sąsiedzkie kooperatywy - bezrobotni zaczęli uprawiać leżącą odłogiem ziemię. Warzywa i owoce sadzą teraz w dawnych przydomowych ogródkach albo w miejscu zburzonych budynków. Część plonów zjadają, część sprzedają. Gary Wozniak, z którym spotkaliśmy się, prowadzi ekologiczne szklarnie, w których hoduje cały rok warzywa. W założonym przez siebie przedsiębiorstwie społecznym zatrudnia byłych więźniów. Swoje wyroby sprzedają do wielu renomowanych restauracji.

Żadne miasto nie zdoła utrzymać zrównoważonego wzrostu bez inwestycji w gospodarkę. Są one niezbędne dla wzmocnienia lokalnych społeczności, zapewnienia bezpieczeństwa publicznego oraz poprawy jakości życia obywateli, ale także dla przyciągnięcia nowych inwestycji i tworzenia miejsc pracy. Takie działania są podstawowe i konieczne, aby myśleć o rozwoju miasta. Wymaga to sporządzenia jasnych, długookresowych planów inwestycji w rewitalizację dzielnic miasta, modernizację infrastruktury i programy motywacyjne mające przyciągnąć do miasta biznes.

Sztuka Detroit

Detroit ma jedną z najlepszych kolekcji sztuki w USA, obejmującą działa van Gogha, Matisse'a czy Bruegla. Jednym z najznakomitszych dzieł Detroit Institute of Arts są przedstawiające robotników przy pracy w zakładach samochodowych murale pt. "Detroit Industry". Zrealizował je na początku lat 30. meksykański malarz Diego Rivera na zamówienie Edsela Forda, syna założyciela Ford Motor Company. Detroit Institute of Art, posiada ponad 60 tysięcy eksponatów, w tym również arcydzieła Michała Anioła, Tycjana, Rembrandta, Rubensa, Modiglianiego, Warhola, Picassa, a także francuskich postimpresjonistów, jak Degas, Cézanne i Seurat.

Przemysłowy charakter miasta wpływał na kulturę na wiele innych sposobów. Najważniejszą lokalną firmą płytową stało się Motown (skrót od Motor Town). Pod czujnym okiem jej legendarnego założyciela Berry’ego Gordy’ego pierwsze kroki stawiali: Diana Ross & The Supremes, Stevie Wonder, The Jackson 5, Marvin Gaye. Proletariackie miasto dało światu najbardziej fascynujące przykłady proletariackiej kultury. To tutaj karierę rozpoczynał Iggy Pop i Eminem.

Street Art - Heidelberg Project.

Heidelberg Project, obejmuje całą opustoszałą dzielnicę Detroit. To nie tylko kolorowe domy obwieszone starymi zabawkami, to również wielkie instalacje na trawnikach, zamalowane chodniki i filozoficzne przesłania. Heidelberg Project przyciąga artystów i krytyków sztuki z całego świata, inspiruje młodych twórców i jest żywym świadectwem na to, że sztuka może wygrać niejedną wojnę. Autor tych instalacji artystycznych Tyree Guyton urodził się i wychował w Detroit, w okolicy Heidelberg Street. Tam chodził do szkoły, bawił się, spędzał czas. Gdy wyrósł wstąpił do armii i wyjechał z Detroit. Gdy wrócił wraz ze swoim dziadkiem chwycili za pędzle i zaczęli malować okoliczne domy jaskrawymi farbami. Tworzyli różne instalacje, które niejednokrotnie były niszczone i burzone przez władze miasta. Obecnie to apokaliptyczna atrakcja przyciągająca do miasta turystów.    

Sebastian Niżnik

Galeria zdjęć
wacek placek
21.06.2017, 12:50
Super Sebastian - jednym słowem - Ameryka !
Tylko nurtuje mnie jedno pytanie,
a mianowicie jak mogłeś dać się wkręcić w koalicję
z Krawczykiem ?
Teraz musisz wypić to piwo, jednak to co teraz się dzieje było do przewidzenia wcześniej.
Po prostu - partia rządzi, partia radzi, partia nigdy cię nie zdradzi.
Musisz się wyraźnie odciąć od partyjniactwa, bo inaczej pomimo szczerych chęci
to wszystko brzmi niewiarygodnie.
Czytelnik
21.06.2017, 14:44
Ten artykuł ukazał się 2 tygodnie temu w Tygodniku Sanockim. Isanok nawiązał współpracę, czy popełnił plagiat?
xyz
21.06.2017, 14:50
A może nawiązał kontakt z autorem... ?? Siuraj jadem na innym portalu
Pipita
23.06.2017, 11:12
a może by jankesów sprowadzić do nas. Może wybydują nam jakąś fabryke... O.o
Anna K.
08.08.2017, 02:06
USA nie jest sukcesem bez przyczyny. Zgadzam sie w 1000% z S. Niznikiem. Jakby to bylo swietnie gdyby Polacy choc po polowie myslele jak Amerykanie. Wszystko dziala tu sprawnie, przymyslane, praktyczne, okiem na przyszlosc !!!! Wszystko robi sie SZYBKO, biurokracja do minimum. Nie jest to idealny system ale najlepszy jaki ludzkosc dotychczas wymyslila.Tu sie nie traci czasu i pieniedzy na pomniki, rocznice i inne niepraktyczne rzeczy. SZKODA, ze Polska jest tak daleko od tego podejscia i sposobu myslenia.SZKODA.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub załóż konto, aby móc śledzić swoje komentarze.

Artykuły promowane

Czy nadal zdarza Ci się uronić łezkę, oglądając Śniadanie u Tiffany’ego z...
Nowoczesna toaleta to coś o czym marzy dzisiaj chyba praktycznie każda Pani domu....
Kręte uliczki francuskich miasteczek wprowadzają każdego turystę w niepowtarzalny...
Za nami coroczny piknik rodzinny organizowany przez spółkę ADR Polska, będącej...
Błyskawicznie, bezpłatnie i z zyskiem? Oto idealna sprzedaż. Co zrobić aby każda...
Eksperci z Pracuj.pl podpowiadają, jakie profity pracodawcy oferują pracownikom....

Kalendarium

/ Listopad 2017
PN WT ŚR CZW PT SOB ND
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Copyright © 2013 iSanok. Wszelkie prawa zastrzeżone.
realizacja i CMS: omnia.pl