Śledź nas:

Dołącz do użytkowników iSanok.pl - Załóż konto   |   Zaloguj się
Piotr Piegza  |  03.03.2017  |  3

Chodź ze mną do łóżka

Sonia Bohosiewicz
Sonia Bohosiewicz Fot. Piotr Piegza

Chodź ze mną do łóżka... napisała do mnie Sonia Bohosiewicz, na plakacie. Kupiłem nową,  pidżamkę z Batmanem i odważnie stawiłem się na spotkanie. Czekała na mnie niezwykle utalentowana piękna kobieta.

 

Piotr Piegza - Przygotowałem się specjalnie na dzisiejszy wieczór, kupiłem nawet nową pidżamkę. Nie powiem, że jestem zawiedziony, ale nie było żadnego łóżka.
Sonia Bohosiewicz - Ależ pan jest porządny, że na zaproszenie "chodź ze mną do łóżka" przynosi pan ze sobą pidżamkę. Trzeba było wziąć butelkę szampana i olejki do masażu... (śmiech). Rzeczywiście ten tytuł jest dość przewrotny. Zresztą ta sztuka nosiła inny tytuł, a ja namówiłam autora, żebyśmy zmienili na taki, kiedy spektakl był już blisko premiery, zorientowałam się, że w zasadzie jest to bardzo intymna opowieść i zaproszenie chodź ze mną do łóżka byłoby trafniejszym określeniem. Zaproszenie do łóżka jako do miejsca intymnego, gdzie chorujemy, gdzie mamy czerwony nochal i nie chcemy, by nas ktoś widział. Tam gdzie się tulimy ze swoimi dziećmi, gdzie płaczemy w poduszkę, przeżywamy kaca, gdzie kochamy się ze swoim mężem, czy ze swoja żoną. Tam, gdzie marzymy, gdzie bezbronnie śpimy. Tam, gdzie, w zasadzie mogą przyjść tylko najbliżsi. To jest takie metaforyczne zaproszenie do mojego łóżka i mojej intymności.

- Muszę przyznać, że nie jestem rozczarowany. Przepiękna malownicza sztuka, świetna gra aktorska i chyba bardzo ważne przesłanie.
- To jest dla mnie bardzo szczególny spektakl. Jest szczególny z wielu powodów. Po pierwsze, sama go wyprodukowałam, znalazłam sobie ten tekst. Dość długo nosiłam się z pomysłem, czy zrobić go, czy nie. Nikt nie wystawiał tego tekstu przede mną, więc chodziłam od jednych mądrych głów do innych mądrych głów. Prosiłam, żeby przeczytali tekst i zdania były podzielone. Kiedy zorientowałam się, że pytam tak od 2 lat i to nie da mi to spokoju, jeżeli tego nie zrobię i muszę sama zaryzykować i skoczyć na głęboką wodę. Znalazłam reżysera, zresztą bardzo znanego Adama Sajnuka i zrobiliśmy spektakl, który rzeczywiście, który daleko odbiegł od szpitalnego łóżka i tylko metaforycznie na scenie pojawił się taki rodzaj bombonierki, która wisi w powietrzu i w tej bombonierce chodzi sobie taka Alicja w krainie czarów. Właściwie to co dzieje się na scenie to jest imaginacja tego co dzieje się w głowie tej kobiety. Podejrzewam, ze gdyby to był film dokumentalny to byłoby... ale na szczęście teatr posługuje się metaforą. Zrobiliśmy najładniej jak się da...
- Covery Chrisa Isaaka i gra świateł jest rewelacyjna.
- Sam temat jest bardzo trudny. Chyba jest to jedna z większych, moich osobistych obaw - rodzaj unieruchomienia. Jestem osobą energiczną, więc to jest jedna z moich zmór, która za mną chodzi. Pamiętam jak kilka lat temu, na tą dziewczynę, rehabilitantkę, spadł samobójca z okna, czym żyła cała Polska. Przeraziło mnie to, że rzeczywiście to mogło spotkać każdego z nas. Po prostu miała pecha...

W spektaklu było parę odnośników do Sanoka. Skąd wiedza, choćby o klubie Revolution ?
- (śmiech)... to są moi tajni agenci i nie zdradzam ich. Moi informatorzy dostają grube pieniądze za te informacje.

Moi tajni informatorzy donieśli mi, ze wróciła pani właśnie z wakacji. Nurkowała pani, czy tym razem to jakaś inna pasja?
- Tym razem byłam na nartach. Lubimy nurkować razem z siostrą, ale od kiedy urodził jej się dzidziuś, póki co przestała nurkować, ale pewnie wrócimy do tego. To trochą niebezpieczny sport, ale oczywiście przepiękny. Po takiej fazie zachłyśnięcia się nurkowaniem, mamy od niego odpoczynek.

Wracając do innych wakacji. Czy od czasu oglądania Monthy Pythona w języku chorwackim, zdarzyło się pani coś równie surrealistycznego ?
- Matko... a skąd pan to wie? Rzeczywiście to się zdarzyło dawno temu na wakacjach w Chorwacji. Byliśmy na seansie z ojcem,mamą i starszym bratem. Dużo rzeczy oglądałam zakręconych, ale Pythoni są absolutnie nie do podrobienia.

Lista pani twórczości artystycznej robi wrażenie. Ale jeżeli miałaby pani wybrać, tylko jedno. To byłby to: serial, teatr czy film kinowy?
- Jeżeli, ktoś by mi kazał, wybrać tylko jedno? Serial na pewno nie, bo to jest taka najmniej szlachetna wersja sztuki. Więc, kino czy teatr? Chyba wybrałabym kino, z powodu swojej rodziny. Teatr jest dużo przyjemniejszy, ponieważ kontakt z widzem jest czymś absolutnie nie do przecenienia. To jest żywa materia. Spektakl rośnie, zmienia się, ale myślę, że kino jest o tyle przyjemniejsze, że poświęca się totalnie miesiąc, ale potem masz przez 3 miesiące wolne i możesz spędzać czas z rodziną i z przyjaciółmi. Żyć, normalnie żyć. Teatr jest niecierpliwą kochanką, która każe ci być przez cały czas. Od godziny 10-tej do 14-tej próba, potem się na chwilę wyskakuje, odbiera dzieci z przedszkola, a po 17-tej już zmierza się w stronę teatru. Wraca się o 22-giej, kiedy dzieci już śpią. Granie w teatrze jest niewiarygodnie wyczerpujące. Niezależnie od tego czy masz dzisiaj ochotę czy nie, to trzeba stanąć na wysokości zadania. W kinie tez trzeba to zrobić, ale ten rodzaj spięcia jest przez kilka chwil w ciągu całego dnia, wtedy kiedy są kręcone ujęcia. Jest takie powiedzenie, ze aktor gra, dopóki żyje. Teatr nie wybaczy ci złamanej nogi. Musisz wejść na scenę z gipsem. Jeżeli masz zdarty głos to idziesz na sterydy albo wlewkę. Kino jest delikatniejsze, mniej wymagające. Oczywiście jest wymagające w sensie psychicznym i fizycznym, ale pozwala ci żyć i też zostaje na dłużej.

Wracając do spektaklu, jeżeli miała by pani możliwość wypowiedzenia tylko jednego zdania, to co by pani powiedziała?
-  To jest podchwytliwe w tym spektaklu. Ja zadaje to pytanie w ten sposób, żeby publiczność mogła się zastanowić. Chyba nie ma takiej odpowiedzi? Ale tez zadanie takiego pytania stawia cię na moment w takiej ostateczności. Co jest dla ciebie najważniejsze, w tym zaganianiu, zabieganiu. W tym, „...co ty zwariowałaś, jak ty wkładasz makaron, czemu te raty nie zapłacone, weź pośpiesz się...”. W tej szarpaninie, nagle sobie człowiek zadaje pytanie, czy jest naprawdę szczęśliwy, czy nie? Czy chce być tu gdzie jest czy nie? Warto pomyśleć, że nikt nie powinien być odpowiedzialny za twoje osobiste szczęście. Za twoje szczęście jesteś odpowiedzialny ty sam. Czyli jeżeli jesteś w związku, którego nie chcesz, tylko ty jesteś za to odpowiedzialny. Ty jesteś odpowiedzialny za to w jakim miejscu jesteś. I teraz zastanów się co byś chciał powiedzieć. Czy STOP, czy dajcie mi żyć dalej. Kocham was czy o Jezus, Maria. Nie mam pojęcia...
Prawdę mówiąc, ja też... Dziękuje bardzo za rozmowę.
Sanok
04.03.2017, 07:22
Super, fenomenalny wywiad. Widać,że to kobieta z pasją
wie czego chce jest po prostu świetna. Brakuje mi tylko w tym wywiadzie paru pytań , Panie redaktorze Piegza jak bedzie Pan następnym razem widział Sonie prosze jeszcze dopytać o te spięcia Soni w ciągu dnia i czy puszcza bąki w łóżku? Wydaje się ,że wtedy wywiad byłby kompletny.
A poza tym normalnie wywiad bomba, petarda to bedzie hit.
Tak trzymać.
Lena
04.03.2017, 15:02
Myślący redaktor i ciekawa kobieta
Ląduj Dziadu
04.03.2017, 18:09
ja tam bym z nią nie poszedł do łóżka!
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub załóż konto, aby móc śledzić swoje komentarze.

Artykuły promowane

Budowa domu, bądź wykończenie mieszkania to nie lada wyzwanie. Nie wie o tym tylko...
6 stycznia 2017 r. odbyła się IV edycja największych, Krośnieńskich Targów...
To już trzeci teledysk do autorskiej muzyki i słów zespołu HIT Sanok. Poniżej...

Kalendarium

/ Maj 2017
PN WT ŚR CZW PT SOB ND
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Copyright © 2013 iSanok. Wszelkie prawa zastrzeżone.
realizacja i CMS: omnia.pl