Śledź nas:

Dołącz do użytkowników iSanok.pl - Załóż konto   |   Zaloguj się
Elżbieta Mazur  |  03.10.2013

PREMIERA „Z Wnętrza” - świat widziany oczami Zdzisława Beksińskiego

Fot. Zdzisław Beksiński z kamerą w swoim warszawskim mieszkaniu

SANOK. Dziś wieczorem w Sanockim Domu Kultury premiera filmu dokumentalnego o Zdzisławie Beksińskim. „Z Wnętrza” to unikatowy film, wykorzystuje materiały video nakręcone przez samego artystę.

Zdzisław Beksiński to jeden z najbardziej znanych na świecie współczesnych, polskich malarzy. Po 2000 roku, nie zaprzestając jednocześnie malować i rysować, zaczął tworzyć grafiki komputerowe i kompozycje przy pomocy fotokopiarki. Był wielkim fanem nowinek technicznych, jego przyjaciele opowiadają, że jako jeden z pierwszych w Polsce miał płyty CD. Wtedy gdy zaczął kręcić filmy, mało kto miał w domu kamerę VHS.

”Z Wnętrza” to 5 lat z życia rodziny Beksińskich - Zdzisława, jego żony Zofii i ich syna Tomasza (dziennikarz muzyczny, prezenter radiowy i tłumacz języka angielskiego - przetłumaczył wszystkie ówczesne filmy o Jamesie Bondzie i niemal całą twórczość filmową i telewizyjną grupy Monty Pythona a także kilkadziesiąt innych filmów m.in. Milczenie Owiec, Dzikość Serca, Czas Apokalipsy.)

Tomasz Beksiński popełnił samobójstwo w Wigilię 1999r. Zdzisław Beksiński został zamordowany w swoim warszawskim mieszkaniu (w lutym 2005r.) tym samym, w którym malarz nagrywał większość swoich filmów.

Wszystkie kasety z domowego archiwum trafiły do Muzeum Historycznego w Sanoku, któremu malarz zapisał w testamencie cały swój majątek.

Producenci filmu „Z wnętrza” (Fundacja Beksiński) chcą pokazać dokument na Krakowskim Festiwalu Filmowym, Międzynarodowym Festiwalu Filmowym T-Mobile Nowe Horyzonty i Planete+ Doc Film Festiwal. Premiera filmu "Z wnętrza" dziś w Sanockim Domu Kultury, o godz. 19.00. Wstęp wolny.



Z Tomaszem Szwanem, pomysłodawcą filmu rozmawia Elżbieta Mazur.

- Skąd pomysł na ten film?

Tomasz Szwan: - Przy okazji organizowania festiwalu o Tomaszu Beksińskim (2009) pokazywaliśmy filmy, które on tłumaczył i czytał. Przeglądając materiały o Tomku trafiłem na filmy, które nagrywał Zdzisław, pomyślałem, że to kapitalny materiał żeby pokazać dom Beksińskiego, dziwny, zwariowany dom podporządkowany tylko malarzowi. Dwa lata temu udało mi się dotrzeć do tych nagrań.

- Jak dużo było tych płyt? Ile to materiału?

- Ponad 60 godzin ... tam były jeszcze jakieś nagrania z telewizji, on nagrywał dosłownie wszystko. Chodził po mieszkaniu, nagrywał swoich znajomych, którzy przychodzą do niego ... Tomek przychodzi, jakieś słoiki przynosi, jakieś brudy do prania ... przychodzi Dmochowski marszand ... i Beksiński zamiast pisać i robić zdjęcia, wszystko to nagrywał, miał totalną manię. Kamerę wideo kupił w 1987 roku, a to są nagrania z lat 1989-1994, ponoć później jeszcze coś nagrywał, ale to skasował. To jest całość, która się zachowała. Na jednej z płyt były nagrania kręcone jeszcze na „ósemce” z początku lat 60. Z młodym Zdzichem, młodą Zosią i biegającym wokół nich Tomkiem Beksińskim. Te nagrania, oczywiście nieme, umieściliśmy w filmie, są częściowo udźwiękowione bo udało nam się zdobyć również nagrania audio z tego okresu.

- Zobaczyłeś tyle materiału, że można śmiało powiedzieć, że jesteś po Wiesławie Banachu drugą osobą w kraju, która wie najwięcej o Beksińskim.

- Bez przesady, myślę, że raczej doskonale poznałem jego mieszkanie z lat 1989-1994 (śmiech) bardzo dobrze się już po tym mieszkaniu poruszałem, znałem wszystkie zakamarki. Ten dom nazwaliśmy łodzią podwodną, bo on zamiast wyprowadzić się z malarstwem z tego mieszkania, do jakiejś piwnicy czy wynająć pracownię, podporządkował sobie wszystkich, przede wszystkim żonę Zosię, która pomagała mu zbijać ramy, czyścić płyty pilśniowe ... nie miała kobieta lekko i to również pokazujemy. Facet zdominował całe mieszkanie i nie tylko mieszkanie swoje i swojej żony, ale też mieszkania sąsiadów, bo on się tam tłukł niesamowicie. Takiego sąsiada za ścianą nie chciałbym mieć, przyznam szczerze, który czyści płyty pilśniowe na klatce schodowej, puszcza muzykę bardzo głośno przez wiele godzin. Był specyficzny. To był straszliwy egocentryk.

- A do tego Tomasz ...

- To jeszcze nie był ten okres najgorszy, ale Tomek już był po dwóch próbach samobójczych. Ojciec ciągle zerkał w okno i sprawdzał czy u syna się świeci czy nie. I tylko czekał na moment żeby mu się polepszyło.

- I to życie tej rodziny zobaczymy w filmie?

- Tak wyszło mi chyba prawdziwe życie. Nie chciałem pokazywać faceta, który gada o swojej twórczości, o tym jak mu się nie chce malować, jak mu nie wychodzą te obrazy, albo z czego jest zadowolony albo raczej z czego nie jest zadowolony, bo on w tym filmie dość często narzeka. Bo Beksiński był marudą. Pokazujemy jak jest chory, jak je, jak rozmawia zwłasną żoną. Tego się nie da opowiedzieć to trzeba zobaczyć, jak oni ze sobą rozmawiali. Tego nie ma w albumach o Beksińskim. Pokazujemy życie, jak każdej normalnej rodziny, która ma trochę lepsze i gorsze momenty. Pokazujemy normalny dom, normalny-nienormalny.


Z Wiesławem Banachem, dyrektorem Muzeum Historycznego w Sanoku, biografem i wieloletnim przyjacielem malarza rozmawia Elżbieta Mazur

- W latach młodości Zdzisław Beksiński chciał być reżyserem, marzył o tym. Dlaczego tak się nie stało?

- Oczywiście powód był bardzo prozaiczny. To były lata tuż po wojnie, przez kilka lat kręcono "Zakazane Piosenki", ten pierwszy powojenny film i ojciec mu tłumaczył - "chłopie w takim tempie nawet jeśli zostaniesz reżyserem, kiedy będą u nas produkować filmy to ciebie do tej produkcji nigdy nie dopuszczą", a druga sprawa, już przecież czuło się w powietrzu doktrynę, "będziesz musiał robić filmy nie takie jakie w tobie siedzą, ale takie jak ci każą robić z przyczy politycznych. Idź na architekturę, kraj zburzony, będziesz miał pracę, z czegoś trzeba żyć. A jak skończysz studia architektoniczne to ja ci sfinansuje wtedy dodatkowo możliwość studiowania reżyserii." Ojciec zmarł, a i tak Beksiński już po studiach nie miałby ochoty na następne. Wszystko stało się iluzją.

Już będąc na studiach Beksiński rekompensuje sobie te marzenia aparatem fotograficznym, ale fotografia jest czymś stabilnym, tam nie ma akcji, jest tylko jakaś potencjalna akcja, więc to nie zaspokajało jego oczekiwań. I gdzieś na początku lat 60. w Sanoku, Beksiński pisze pewną ilość opowiadań. Pisze jako pisarz w jakimś sensie, ale te opowiadania mają właściwie charakter podobny do scenariuszy filmowych. Ale i tak szybko zobaczył, że by zostać pisarzem to jednak trzeba pisać po swojemu, mieć jakiś własny język, jakiś sposób porozumiewania się i zwątpił w to.

Natomiast kiedy nastąpił czas VHS, kamer, które można sobie kupić, to Beksiński staje się jednym z pierwszych obywateli PRLu, który może zaopatrzyć się w kamerę i ją kupuje, ale nie myśli już wtedy o robieniu nią filmu o charakterze artystycznym.

- Jak rozumiem wtedy powstają te filmowe dzienniki ...

- Tak ale też innego rodzaju dzienniki. Chodzi z tą kamerą gdzie się da i kręci to co się dzieje. Wydaje mi się, że w Beksińskim było coś takiego, być może poczucie jednak jakiejś własnej wartości, że może warto dokumentować swoje własne życie, bo to życie kogoś będzie interesowało, skoro jest takie duże zainteresowanie jego sztuką, jego malarstwem.

- Kiedy filmował?

- Na przykład ... siedzimy w ogrodzie w Sanoku i rozmawiamy, a Beksiński cały czas ma włączoną kamerę. Potem nie znajduję już śladów tego w archiwum, bo na kasetę VHS można było nagrywać drugi i trzeci raz ... bo za chwilę był u kogoś innego, a w drodze samochodem, który prowadziła żona, z Sanoka do Warszawy kręcił różne obrazki przez szybę auta. Albo na przykład nagranie, na którym jedzie do Głogowa zobaczyć miasteczko i przy okazji wystawę, którą tam zrobiłem. "O proszę bardzo tutaj się już pojawia miasto, już widać domy"...

- Czyli jest komentarz od niego w tych filmach?

- Czasami jest komentarz, czasami ryk silnika, a czasami tylko to co dzieje się w nagraniu. Wszystkich nawet trochę zgorszył kiedyś w Sanoku, gdy był pogrzeb jego matki i Beksiński cały czas podczas tego pogrzebu biegał z tą dużą kamerą jeszcze VHS i wszystko filmował. Myślę, że nawet nie miał specjalnie czasu żeby to oglądać, i sądzę, że wiele tych kaset nigdy nie zdążył obejrzeć. Po co był mu ten materiał? Myślę, że tylko w takim kontekście, że dokonuje się znowu jakieś wydarzenie rodzinne, on tutaj jest, ma to udokumentować i tyle. I to jest ten surowy materiał, z którego czerpią twórcy filmu "Z wnętrza".

- Mówił pan, że pewnie wielu tych nagrań Beksiński sam nie widział, ale we fragmencie, który pojawił się w internecie Beksiński mówi, że bardzo lubi je oglądać. Pan był u niego wielokrotnie w mieszkaniu na Mokotowie czy kiedyś je panu pokazywał?

- Nie nigdy. Być może lubił to oglądać, ale myślę, że specyficzne fragmenty. Na przykład dyskusja, w której wypuścił dyskutantów w taką stronę w jaką chciał i miał z tego olbrzymią przyjemność. Beksiński lubił grać w taki sposób żeby sprowokować kogoś do wypowiedzi odwrotnych niż chcielibyśmy usłyszeć. To była jego taka charakterystyczna przewrotność, łagodna, nie napastliwa. Myślę, że takie momenty takie nagrania sprawiały mu przyjemność. Ale to nie znaczy, że on szanował ten materiał, bo zostałoby pewnie dziesięciokrotnie więcej kaset po nim nie zagrywanych ponownie. Więc tak nie do końca traktował ten materiał poważnie.

- Za kamerę chwytał także syn malarza Tomek, zdjęcia robiła również żona Beksińskiego. Co znalazło się w tym filmie, jakie momenty z ich życia, czy to faktycznie jest przede wszystkim dziennik twórcy, malarza, który pokazuje jak pracuje nad swoimi obrazami? Co to są za sytuacje?

- Codzienne, akcja dzieje się jak zwykle w ich warszawskim mieszkaniu. To będą momenty gdy pojawia się Tomek, ze swoim specyficznym podejściem do życia. Zdzisław tworzył coś w rodzaju dziennika kręconego kamerą, dziennika malarza, tego co powstaje na obrazie, co ulega przemianom. Potem go to znudziło. Założenie tego filmu dokumentalnego to pokazanie codzienności w kontekście twórczości. Są więc różne osoby, które epizodycznie wkraczają do mieszkania Beksińskiego. Czasami jakaś krótka charakterystyka, która z tego obrazu do nas przemawia ... bardzo trudno opowiedzieć tego typu film.

- A gdyby chcieć posłużyć się farbami, jakie kolory, jakie barwy ma ten film?

- Jest ta niezwykła atmosfera i światło warszawskiej pracowni Beksińskiego. To byłaby zamącona tonacja, bo z jednej strony pogodna, ale jednak taka nie do końca otwarta, osobowość ojca i dość mroczna osobowość syna. Ale to jest tak, że gdybyśmy dzisiaj pisali jakąś biografię artysty, albo może nawet całej rodziny (taka książka właśnie powstaje i niedługo ma być wydana) to wtedy my jesteśmy narratorami, z materiału który znamy, tworzymy naszą wizję tego jak to wyglądało. Tymczasem reżyser takiego filmu nie ma możliwości odegrania czegoś co głębiej, czy pełniej opowiedziałoby co widzimy. Bo z góry zakłada, że wykorzystuje tylko materiał archiwalny. Więc nie ma szansy na dopowiedzenie czegoś co może warto byłoby w danym momencie powiedzieć. A z drugiej strony wartość tego filmu jest właśnie taka - on operuje tym rzeczywistym obrazem rzeczywistym materiałem, który się zachował.

- Twórcy filmu "Z wnętrza" bazowali na nagraniach, które powstały do lat 90., czy później Beksiński nie nagrywał, odłożył kamerę w ogóle?

- Beksiński miał kilka kamer, przechodził w kamerę 8 mm i kolejne, ale faktycznie kiedy już się czymś zadowolił to przestało go to interesować. A potem nastąpiła epoka aparatów cyfrowych i wtedy okazało się, że Beksiński bez przerwy biega z aparatem cyfrowym a nie kamerą, która co prawda zmniejszyła się ale nadal była dużym sprzętem. Nawet przyjeżdżając tutaj do Sanoka, nawet na taką dużą wystawę jego prac, którą robiliśmy na Zamku w Sanoku w 1999 roku,
to tej wystawy już nie kręcił kamerą, robił jakieś zdjęcia.

- Przyjeżdżał na wystawę swoich prac i zachowywał się trochę jak reporter?

- To ta mieszanka, która w nim była. Z jednej strony Beksiński akcentował dystans, że nic go to nie obchodzi, że to nie ma żadnego znaczenia czy zrobi się wystawę czy nie. A z drugiej strony ... kilka razy były takie przypadki. Na przykład zrobiłem wystawę w Poznaniu, nigdy mi nie powiedział, że na nią pojechał. Od kogoś się dowiadywałem, że Beksińśki z żoną byli tam incognito, nikomu się nie przyznali, ale zostali rozpoznani. Z Sanokiem było podobnie, na przykład jedziemy przez miasto i widzimy na zamku wielki transparent z napisem BEKSIŃSKI i on każe się zatrzymać bo musi to koniecznie sfotografować. Potem w archiwum widzę zdjęcia z tym transparentem, niby nic, ale to wszystko sprawiało mu jakąś sporą satysfakcję, niby to tylko Sanok a nie Nowy Jork (który zresztą też byłby formalnie przez niego lekceważony), ale jakoś to przeżywał. Między taką grą, że na niczym mu nie zależy a faktycznym odczuwaniem potrzeby tego, że ktoś się tym interesuje ... to są te dwie przestrzenie, które ja obserwowałem z bliska bardzo wyraźnie.

Przypomniał mi się taki ulotny fragment. Beksiński przyjeżdżał tutaj w sprawie swojego grobowca, rodzinnego grobowca. Idziemy pewnego dnia właśnie alejkami na cmentarzu, słyszy za plecami jak dwóch robotników mówi - "Ty to jest ten sławny Beksiński" akurat zdążyłem popatrzeć na jego twarz, to był moment, to wyraźnie sprawiło mu przyjemność. On nigdy w życiu by się do tego nie przyznał "a gdzie tam co to kogo obchodzi" albo "co mnie obchodzi, że ktoś myśli o mnie tak czy inaczej". A jednak jak każdy artysta był wrażliwy na to, że ktoś go rozpoznaje, że ktoś widzi i w nim i w jego sztuce coś interesującego.

- Był pan konsultantem przy tym filmie dokumentalnym. Odbiera pan też telefony w sprawie scenariuszy filmów fabularnych, współpracuje z kimś?

- O poważnych pomysłach fabularnych o Beksińskim nic nie wiem. To jest trudny materiał, bo życie Beksińskiego codzienne było monotonne - dom, żona, problemy z synem, twórczość, twórczość i jeszcze raz twórczość. Rzadkie spotkania - ale bardzo lubił - z innymi. I nic takiego atrakcyjnego co mogłoby nadać dynamikę takiej filmowej biografii. Powiem, że nie byłby to materiał interesujący dla widza.

- Jestem zaskoczona, bo myślałam ..

- ... że było coś wyjątkowo ciekawego w tej osobie?

- Tak, historia tej rodziny wydaje się pasjonująca, wielki sukces ojca, sukces syna i jego samobójstwo, w końcu morderstwo malarza ... ten dramatyczny finał.

- ale to jest finał, i to tylko finał jest taki dramatyczny. Bo życie codzienne jest życiem naprawdę bardzo spokojnym, bardzo w sumie pogodnym i poza pewnymi problemami z synem, to w tym życiu nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Myślę, że ten materiał mógłby być bogatszy gdyby Beksiński był artystą ekstrawertykiem i potrafił mówić o tym co robi, co czuje, jak na niego działa to co zrobił, gdyby pozostały po nim takie "Listy van Gogha do brata", natomiast po nim pozostało bardzo dużo materiału mówionego, nagrywanego, pisanego tylko, że nigdy Beksiński nie wchodzi głębiej w to co się w nim dzieje. Tak jak zawsze mawiał "to byłoby nieprzyzwoite odsłaniać się za daleko". Ojciec chował go na takiego klasycznego Anglika, który musi pokazywać cały czas dystans w stosunku do tego co przeżywa co czuje. Ilekroć z nim rozmawiałem usiłując wchodzić w głębsze sprawy, zawsze to omijał, zawsze obchodził to łukiem, mówił "o panie Wiesławie tego się nie da powiedzieć, musiałbym się zastanowić, musiałbym to napisać, ale po co pisać?" Dlatego wydaje mi się, że trudno zrobić film fabularny o artyście, czym innym jest krótki dokument, w którym spotykamy się twarzą w twarz z autentycznymi osobami, nagranymi w konkretnym czasie z datą, która jest wyświetlana na taśmie. To takie dotknięcie czasu, momentu, gestykulacji, tego wszystkiego co tworzy atmosferę wokół człowieka, to chyba najlepiej przybliża twórcę.

Elżbieta  Mazur
Elżbieta Mazur
zobacz inne treści autora
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub załóż konto, aby móc śledzić swoje komentarze.

Artykuły promowane

SANOK. Nowy kierunek studiów z zakresu leśnictwa i rolnictwa w PWSZ w Sanoku! Od 1...
Czysta energia - czysty zysk. Instalacje solarne są atrakcyjne zarówno dla...
Zbliżająca się zmiana prawa energetycznego ma sprawić, że Polacy będą chcieli...
Ubezpieczenie to podstawowy wydatek w naszym budżecie. Wbrew pozorom wcale nie musi...
BRZOZÓW. Kompleks Sportowo-Rekreacyjny, zjeżdżalnie, plac zabaw, korty tenisowe,...
Doradztwo edukacyjne obejmuje diagnozę potrzeb edukacyjnych, barier w dostępie do...
Jeśli nie macie planów na wakacje to warto skorzystać z tegorocznej akcji...
SANOK / PODKARPACIE. Od 01.02.2014 r. Bieszczadzkie Forum Europejskie w partnerstwie...
Masz mniej niż 30 i więcej niż 50 lat, jesteś bezrobotny i chcesz rozpocząć...
Multimedia Polska rozpoczęły sprzedaż telefonii komórkowej działającej na sieci...

Kalendarium

/ Październik 2014
PN WT ŚR CZW PT SOB ND
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Copyright © 2013 iSanok. Wszelkie prawa zastrzeżone.
realizacja i CMS: omnia.pl